Zdecydowałam się na doktorat po kilku latach przerwy od uniwersytetu, bo nauka uzależnia, dlatego doskonale wiem, że uczelnia może być wymarzonym miejscem pracy. Niestety, spełnianie marzeń ma także minusy, dlatego chcę przedstawić Ci realia doktoratu w Polsce. Chociaż… To zależy.
Chciałabym zacząć od praw, a tym, o którym mówi się najczęściej, jest stypendium doktoranckie. Jego minimalna wysokość jest określona ustawowo jako procent pensji profesorskiej. Do momentu przeprowadzenia oceny śródokresowej wynosi ono co najmniej 37% tego wynagrodzenia, co obecnie odpowiada 3 570,50 zł brutto miesięcznie. Po pozytywnie zaliczonej ocenie śródokresowej stypendium wzrasta do 57% wynagrodzenia profesora, czyli 5 500,50 zł brutto. Osoby z niepełnosprawnościami otrzymują dodatkowe wsparcie w postaci zwiększenia stypendium o 30%. Czy można dostać więcej? Owszem!
Ustawa określa jedynie minimalną wartość stypendium, a ostateczną wysokość stypendium może być wyższa i zależy od decyzji konkretnej uczelni oraz jej możliwości finansowych. Jak pokazują statystyki (ELA), spora część osób w Polsce pracuje zawodowo, żeby móc utrzymać się w trakcie doktoratu. Stypendium doktoranckie często nie pokrywa wszystkich kosztów życia, dlatego wiele osób korzysta z dodatkowych źródeł dochodu, jak granty badawcze i projekty naukowe, prowadzenie zajęć dydaktycznych (także poza alma mater) oraz pracy poza akademią. Niestety, to przyczynia się do drop-outów zwłaszcza w ciągu pierwszego roku doktoratu. Weź to pod uwagę, jeśli zdecydujesz się na rekrutację.
Pozostałe z praw dotyczą urlopu rodzicielskiego i możliwości zgłoszenia się do ubezpieczenia zdrowotnego, posiadania legitymacji doktoranckiej (która uprawnia do mniejszej liczby zniżek niż ta studencka), korzystania z aparatury naukowej i dydaktycznej oraz z urządzeń laboratoryjnych na uczelni, ubiegania się o miejsce w domu studenckim dla siebie, małżonka i swojego dziecka oraz opcji wzięcia kredytu studenckiego (do 35 roku życia). Szczegółowe prawa doktorantów określa regulamin konkretnej szkoły doktorskiej, dlatego znowu… to zależy.
Jak to w dorosłym życiu bywa, przyszła pora na obowiązki. Do nich należą przede wszystkim realizacja programu kształcenia oraz indywidualnego planu badawczego, w którym zamieszczamy (po ustaleniu z promotorem) harmonogram naszych działań. W nim znajdzie się także planowany termin złożenia rozprawy doktorskiej. Doktorat co do zasady trwa 6 lub 8 semestrów (3 albo 4 lata), o czym decydujemy podczas rekrutacji i w trakcie wpisu na uczelnię, ale termin złożenia rozprawy może zostać przedłużony – maksymalnie o 2 lata. W trakcie przedłużenia tracimy jednak prawo do pobierania stypendium doktoranckiego. W wielu szkołach doktorskich trzeba również odbywać praktyki zawodowe w formie prowadzenia zająć lub uczestniczenia w ich prowadzeniu w wymiarze do 60 godzin dydaktycznych rocznie. Szczegółowe obowiązki określa regulamin konkretnej szkoły doktorskiej, dlatego znów – to zależy. W połowie kształcenia odbywa się wcześniej już wspominana ocena śródokresowa. Przeprowadza ją komisja, w której skład wchodzi co najmniej jedna osoba spoza macierzystej uczelni. Sama ocena kończy się wynikiem pozytywnym albo negatywnym, co skutkuje odpowiednio kontynuacją kształcenia wraz z podwyżką stypendium albo skreśleniem z listy doktorantów.
Z praw i obowiązków przechodzimy do prostego wniosku – doktorat to nie praca w sensie formalnym, chociaż czasowo często ją przypomina. Doktoranci nie są pracownikami uczelni, chyba że równolegle zawrą odrębne umowy. W trakcie kształcenia przysługuje im prawo do ubezpieczenia zdrowotnego, o ile nie są objęci nimi z innego tytułu. Stypendium podlega obowiązkowym ubezpieczeniom emerytalnemu, rentowemu i wypadkowemu. To oczywiste plusy. Ubezpieczenie chorobowe pozostaje jednak dobrowolne, a w przypadku przedłużenia doktoratu wypłata stypendium nie jest gwarantowana (z wyjątkiem przedłużeń ze względu na urlop macierzyński). Choć doktorat potrafi regulować dzień i noc jak pełen etat, to w sensie formalnym nim nie jest. To wpływa negatywnie na poczucie stabilności w trakcie doktoratu.
Na końcu… wracamy do początku. Szkoły doktorskie mają dużą autonomię, więc rzeczywiście wiele kwestii zależy od regulacji konkretnej jednostki. Nie da się także jednoznacznie określić, czy doktorat to dobra ścieżka kariery. Jeśli kochasz naukę, to warto spróbować, ale nie stawiaj wszystkiego na jedną kartę. Choć rzeczywistość jest brutalna, a liczba etatów na uczelni jest ograniczona, to doktorat otwiera wiele drzwi i stwarza masę możliwości, nawet jeśli nie będziesz pracować w akademii po jego ukończeniu.
Autor: mgr Agata Kempa